• Kasia Brzozowska

"Bo moja ulica jest w sercu miasta"

Nie jest duża. Widuję ją tylko nocą, gdy idę do sklepu po browar. Po wyjściu z ciemnej officyny wita mnie frontami starych kamienic i ciemnych okien. Poobijana przez czas, wojnę, niedbałość mieszkańców ukrywa się w ciemności nieczynnych latarń i śpiących mieszkań. Jak podstarzała panna, która chowa twarz, z obawy, że może się nie spodobać. Z prawej strony kończy się monopolowym, czynnym całą dobę, a z lewej szeregiem starych kamienic, które pamiętają jeszcze czasy pierwszej wojny. Pachnie tanim winem i moczem, lanymi szczodrze w ciemnych officynach i zaułkach. Chodniki z szarej płyty, nierówne i krzywe, nocą przybierają kolor sepii. Nikt tu nie parkuje, z obawy przed zniszczeniem auta. Kilka razy ciężkie, duże przedmioty leciały z okien na brukowaną ulicę przy wtórze awantur, płaczu i krzyków. Mimo wszystko lubię ją. Nikt tu o mnie nie pyta i nikogo nie obchodzi, że od roku mieszkam w ciemnej piwnicy. Wychodzę tylko nocą, gdy inni mieszkańcy śpią i nikogo nie spotykam na klatce. Przemykam niezauważony, aby kupić coś na kaca i zdobyć resztki jedzenia dla kota. Policja tu nie zachodzi, bo i po co. Musieliby aresztować połowę ulicy. Za dnia, ukryty głęboko, nasłuchuję co się dzieje. Wiem, kiedy Stefan spod 4 bije swoją żonę, kiedy pod bramę zajeżdża samochód z dostawą narkotyków dla ziomka spod 11, słyszę jak dzieciaki wracają z pobliskich szkół i wbiegają po schodach. Mam też ulubiony moment dnia. Gdzieś w okolicach godziny 17 zasiadamy z kotem blisko ciepłych rur i słuchamy jak starszy pan spod 10, gra na fortepianie. Muzyka niesie się po całym budynku. Przypominają mi się czasy, gdy moja żona dawała koncerty w naszym miasteczku. Zamykam oczy i przez chwilę wobrażam sobie jej smukłe palce na białych klawiszach. Widzę jak przechyla głowę i uśmiecha się do mnie. Przeszłość łaskawie pozwala mi śnić na jawie. Znów jestem kochany, mam umyte włosy, białą, pachnącą koszulę i komplet zębów. Nie jestem głodny i nie jest mi zimno. I wtedy słyszę krzyk:

-Skończ z tym rzempoleniem, albo cię zapierdolę, pieprzony Janko Muzykant.

Muzyka milknie.

Otwieram oczy. Kawałkiem szkła, robię głębokie nacięcie na ramieniu. Czuję, że dziś nie skończy się na jednym. Przytulam kota i idę na całość.




2 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie